czwartek, 18 grudnia 2008

Z Pokhary do Chitwan

Ostatnie chwile w Pokharze. Zachód słońca nad jeziorem Phewa.


"Pencil cookies ten rupies one thousand rupies?"

W autobusie. Ten kolega robi za sygnalizator zbliżeniowy - komunikacja z kierowcą następuje za pomocą gwizdu (miarowy gwizd - wszystko gra, coraz krótsze gwizdy - niebezpiecznie blisko jakiejś przeszkody).

Park narodowy Chitwan przypomina duże, bardzo duże zoo. Zwiedzamy ze słonia (wiem, że słonia nie widać, ale na nim naprawdę mocno trzęsie a i trudno jakąś jego ciekawą część uchwycić)...

...z wody...

I na lądzie. Przerwa w ekscytującym tropieniu dzikich kur.


Ot i dzika kura.

Inne zaobserwowane. Drabiniarz.

Gospodarka wodna.

Żeby nie było że nie ma słonia. Wjazd po trąbie i ujeżdzam.

2 komentarze:

Unknown pisze...

Tylko pozazdrościć! :) Pozdrawiam! K.

Unknown pisze...

cześć Janek, zrobiłeś mi świetne zdjęcie (to w kapeluszu safari:), dziękuję i mam pytanie/prośbę: mógłbym zamieścić je na mojej stronce? podaj mejla do siebie to wyślę kilka waszych fotek z chitawan
pozdrawiam,
krzysgeograf@gmail.com