piątek, 12 grudnia 2008

Droga do Annapurny

Ośmiodniowa wyprawa przez góry, doliny i rwące potoki. Niezapomniane krajobrazy i moc nowych znajomych.

Życie w górach.



Nawadnianie pól po nepalsku.


Proste zasady lokalnego ruchu ścieżkowego - zwierzęta mają pierwszeństwo.


Dach świata zasługuje na swoją nazwę.



Szybko zmieniały się warunki pogodowe - za dnia kąpanie się w słońcu, wieczorami pożądne przymrozki. Przy okazji miło mi zaprezentować najnowszy krzyk mody wśród trekkerów - śpiwór i poduszkę z kolekcji "pimp my bed".



Annapurna zdobyta, a przynajmniej jej południowa baza wypadowa. Wbrew pewnym obawom organizm dość dobrze zniósł nocleg na wysokości 4.130m npm.


Himalaje urzekają. Machhapuchhre (Fishtail) i Annapurna I skąpane w słońcu.


Ponad chmurami.



Nie tylko my marzniemy.


Dzieciaki w górach wydają się poważniejsze.


Make-up u ośmiolatki. Wyrodnej matki nie udało się sfotografować.


A tu akcent hiszpański - mały matador.


Kapela przygrywa na nepalskim weselu.


Z dachu świata wracamy na dachu autobusu.

1 komentarz:

Susanni pisze...

hey jan...
your pictures are just amazing.
best regards ans enjoy your time in nepal.
susi+nici